Rekreacyjnie
Bardzo spokojna przejażdżka w miłym towarzystwie :).
Bikestats to wspaniały serwis, który w pewnym sensie zainspirował mnie do stworzenia własnego bloga rowerowego.
Przez długi czas udawało mi się integrować obie strony internetowe. Opisy aktywności prezentowane były z poziomu
bloga Bikestats, a pozostałe wpisy, statystyka oraz opisy rowerów znajdowały się w serwisie xanadu.com.pl.
Takie rozwiązanie miało jednak pewne wady. Chcąc prezentować podsumowania moich aktywności, musiałem się uciekać
do tworzenia skryptów pobierających dane z mojego serwera i wstawiających odpowiedni kod na stronie bloga Bikestats.
Odpowiednie skrypty zapewniały także obsługę zdjęć dołączanych do postów. Funkcja wyszukiwania działała wyłącznie
w obrębie pojedynczego serwisu. Takich problemów mógłbym pewnie przytoczyć jeszcze więcej, ale te były najbardziej
uciążliwe. A nawet, gdyby ich nie było, to zdecydowanie łatwiej jest utrzymywać jeden serwis niż dwa.
Postanowiłem zatem przenieść opisy wszystkich aktywności rowerowych na mój prywatny blog. Aby jednak były dostępne
także z poziomu serwisu Bikestats, utworzyłem własny szablon strony, w którym dokonuję przekierowania do mojego bloga.
Przekierowanie powinno zadziałać automatycznie. Jeśli tak się nie stało, to po prostu kliknij w link:
Bikes in White Satin++
Copyright © 2010-2019, Piotr W. • Inspiracja: Monika M.
Sobota, 23 lipca 2011 • Kategoria Kraków i okolice • Komentarze: 0
Bardzo spokojna przejażdżka w miłym towarzystwie :).
Środa, 20 lipca 2011 • Kategoria Małopolska • Komentarze: 0
Zgodnie z prognozą pogody, gdy około południa siedziałem w pracy, za oknem nagle pociemniało i nad Krakowem rozpętała się kolejna ulewa. Gdy wracałem do domu, niebo było pochmurne, chociaż miejscami prześwitywał błękit. Wokoło sporo było śladów niedawnej nawałnicy. Głębokie kałuże, połamane gałęzie a nawet całe drzewa. Spodziewając się, że popołudnie będzie równie deszczowe, wyposażyłem rower w „pakiet przeciwdeszczowy”, czyli błotniki i wyruszyłem w drogę.
Jechałem w stronę Puszczy Niepołomickiej, pokonując kolejne kilometry, gdzieniegdzie ciemne chmury gromadziły się na niebie, ale deszczu nie było. Przejechałem przez Niepołomice, skierowałem się w kierunku Nowej Huty a deszcz nadal nie padał. I tak przejechałem cały dystans, wróciłem do domku, a z nieba nie spadła ani jedna kropla.
Poniedziałek, 18 lipca 2011 • Kategoria Kraków i okolice • Komentarze: 0
Wróciłem z pracy, zjadłem obiad i prawdę mówiąc zamierzałem spędzić popołudnie w domu. Jednak już po półgodzinie stwierdziłem, że bezczynność nie jest tym, co lubię i po krótkich przygotowaniach wybrałem się na przejażdżkę. Dzisiaj jeździłem prawie wyłącznie po mieście, ciesząc się pogodnym, ciepłym wieczorem.
Niedziela, 17 lipca 2011 • Kategoria Małopolska • Komentarze: 0
Na dzisiaj zaplanowałem dłuższą wycieczkę do miejsca, w którym byłem rok temu. Zamierzałem ponownie odwiedzić ruiny zamku Tenczyn w miejscowości Rudno. Ponieważ na dworze królował upał, oprócz dwóch pełnych bidonów, na czarną godzinę zapakowałem do plecaka dwie półlitrowe butelki wody mineralnej. Za prowiant miały posłużyć banany oraz batonik energetyczne. Tak wyposażony wyruszyłem na trasę.
Najpierw musiałem przejechać przez cały Kraków aż do Kryspinowa. Przejazd przez tę miejscowość był małym koszmarem. Lawirowałem pomiędzy samochodami i cały czas musiałem uważać, aby nie wjechać w ludzi, którzy byli po prostu wszędzie. Zastanawiam się, jak można odpoczywać w takich warunkach, wśród smrodu spalin i w tumanach kurzu. Mam wrażenie, że w okolicach Kombinatu w Nowej Hucie jest czystsze powietrze i woda.
Za Kryspinowem szło już gładko i niedługo potem wjechałem w cudowną Dolinę Mnikowską. Droga wije się pośród wzgórz, wznosząc się, to opadając, dając sporo cienia, który dzisiaj był bardzo pożądany. Wzniesienia nie są wymagające, więc jechałem w miarę szybko. We Frywałdzie przejechałem pod autostradą i od tej pory, niemal do samych zamkowych wrót, jechałem przez las. W Rudnie musiałem pokonać podjazd, który miejscami miał 13-to procentowe nachylenie, więc gdy dojechałem do zamku, byłem trochę zmęczony.
Tym razem nie wchodziłem do ruin. Zamek był pełen ludzi, którzy korzystając z pięknej niedzielnej pogody, tłumnie odwiedzili to miejsce. Odpocząłem nieco, zrobiłem kilka zdjęć, uszczupliłem zapas bananów i wody mineralnej i po kilkunastu minutach wyruszyłem w drogę powrotną.
Teoretycznie powinno być łatwiej, ale ja nie lubię kompromisów i rzadko wracam tą samą drogą, którą przyjechałem. Skierowałem się więc najpierw do Tenczynka a za nim ponownie „zanurkowałem” w zieloną głębinę lasu. Leśna droga wspinała się w górę i już po kilku kilometrach ponownie znalazłem się na niemalże tej samej wysokości, na jakiej położony jest zamek Tenczyn. Leśna „górska premia” oznaczała, że zaraz rozpocznie się zjazd. A zjazd leśnym duktem daje naprawdę niezapomniane wrażenia.
Ponownie dotarłem do Frywałdu, ale tym razem skierowałem się do miejscowości Sanka. To oznaczało wyzwanie. Rozpoczął się długi, ponad półtorakilometrowy podjazd. Ale warto się trochę pomęczyć. Dwa kilometry dalej rozpoczyna się prawie czterokilometrowy zjazd, którego najszybsza część biegnie przez miejscowość Ryba. Gdybym był ryzykantem i nie zwalniał przed niektórymi zakrętami, spokojnie mógłbym przekroczyć 70 km/h. Byłby niezły ubaw, gdybym zaliczył na rowerze mandat za przekroczenie dopuszczalnej prędkości…
Dojechałem do drogi 780, która zaprowadziła mnie do Liszek. Potem skierowałem się do Piekar i w końcu dotarłem do ulicy Mirowskiej. Przejechałem na drugi brzeg Wisły i… dalej był już rutynowy powrót do domu.
Ruiny zamku pod nieba błękitem...
…i wśród soczystej zieleni
Ruiny Zamku Tenczyn
Sobota, 16 lipca 2011 • Kategoria Kraków i okolice • Komentarze: 0
Dzisiaj w Tour de France był etap górski, a ja zorganizowałem sobie etap zdecydowanie płaski. Muszę przyznać, że oglądając transmisję na Eurosporcie, przyszła mi ochota, aby pojeździć na szosówce, co jest raczej trudne, bo jej… nie mam. Jeśli jednak myśl ta zacznie kiełkować w mojej głowie, a tak często się zdarza, że z początku nieśmiały pomysł przeradza się w rzeczywistość, to kto wie, czy w przyszłym roku nie zafunduję sobie nowej „zabawki”? Póki co, pojeździłem sobie po krakowskich ulicach. Warunki były idealne, umiarkowana temperatura i minimalny wiatr. Dzięki temu jechało mi się wyjątkowo sprawnie i szybko.
Czwartek, 14 lipca 2011 • Kategoria Kraków i okolice • Komentarze: 1
Dzisiaj po raz setny w tym roku wybrałem się na przejażdżkę. Nie wiem, czy to dużo, czy to mało, ale jest to zawsze jakiś powód do refleksji. Faktem jest, że mojej pasji poświęcam całkiem sporo czasu. Moi znajomi różnie to oceniają i z grubsza można ich podzielić na kilka kategorii.
Niektórzy są obojętni. Nie dziwią się, nie komentują, nie oceniają. Praktycznie nawet nie zauważają tego, co robię. Inni są pełni podziwu, uważają, że znalazłem fajny i zdrowy sposób na oderwanie się od rzeczywistości, może nawet w jakimś stopniu zazdroszczą, że znajduję na to czas. Są też tacy, którzy zapewne myślą, że całkiem zwariowałem, że oto właśnie, tak zwany kryzys wieku średniego zbiera swoje żniwo. Wszystkie wymienione grupy akceptują jednak moją pasję.
Niestety samokrytycznie muszę przyznać, że spotkałem się także z zupełnie inną oceną tego, co robię. Mój rowerowy bakcyl, według tych opinii, jest przejawem egoizmu, stał się dla mnie najważniejszy i trudno mi dostrzec, że oprócz niego są inne, o wiele ważniejsze sprawy. Czy to prawda? Nie mnie to oceniać, ale skoro tak uważają, to pewnie coś w tym jest.
Biję się więc w piersi, wołam „mea culpa” i… myślę już o sto pierwszej przejażdżce :). Cóż mogę na to poradzić? To mnie kręci!
Wtorek, 12 lipca 2011 • Kategoria Małopolska • Komentarze: 0
Dzisiaj miałem ochotę trochę się pomęczyć i dlatego od razu skierowałem się do Wieliczki, która nie jest bynajmniej położona na równinie. Podjazdy są gwarantowane i oto wszakże chodziło. Metr za metrem, oddech za oddechem, kropla potu za kroplą, wspinałem się na kolejne wzniesienia, by na szczycie złapać trochę więcej tchu i delektować się zjazdem. Ledwo tętno wracało do spokojnego rytmu, rozpoczynał się kolejny podjazd i cała zabawa powtarzała się. Przemierzałem podkrakowskie wioski położone na południu, potem wróciłem do miasta, a konkretnie na Górę Borkowską i ulicą Zawiłą podążyłem w kierunku Skawiny. Przez Podgórki Tynieckie dotarłem do Tyńca a potem też nie poszedłem na łatwiznę i zamiast wrócić wzdłuż Wisły, skierowałem się na ulicę Orlą i dojechałem do obserwatorium. Dalej było już w miarę spokojnie. Przejazd przez Wolę Justowską, Błonia, Stare Miasto. Zdecydowanie za płasko – pomyślałem i na koniec „zaliczyłem” jeszcze Bonarkę. I tak oto mogłem przekuć moje dzisiejsze emocje na energię w czystej, ekologicznej i zdrowej postaci.
Niedziela, 10 lipca 2011 • Kategoria Małopolska • Komentarze: 0
Dzisiejsza przejażdżka wiodła do Balic a potem do Kryspinowa, gdzie, jak wiadomo wszystkim Krakusom, mieści się „bajoro”, szumnie zwane zalewem, tłumnie odwiedzane w sezonie letnim przez spragnionych wypoczynku „miastowych”. Wokoło panują przaśne discopolowe klimaty, zapach olejku do opalania miesza się z wonią grillowanych kiełbas i innego mięsiwa, a po zdeptanej trawie i piasku, krążą roznegliżowane „gwiazdy” w towarzystwie łysych gości, którzy chwilowo zamienili dres na kąpielówki. Przemknąłem wśród takiej właśnie scenografii, a potem skierowałem się w stronę ulicy Księcia Józefa, skąd Orlą dotarłem do Mirowskiej i później do toru kajakowego przy Kolnej. Dalej, standardową trasą wzdłuż Wisły dojechałem do Krakowa.
Sobota, 9 lipca 2011 • Kategoria Małopolska • Komentarze: 0
Dawno nie byłem w Puszczy Niepołomickiej i dzisiaj postanowiłem, że właśnie tamte rejony będą głównym celem mej wyprawy. Wyjechałem stosunkowo późno, bo dopiero około szóstej popołudniu. Upał już zelżał, więc pomimo lekkiego przeciwnego wiatru, szybko pokonywałem kilometry, dzielące mnie od puszczy.
Puszcza Niepołomicka jest ulubionym celem moich wycieczek. Mogę w niej dowolnie zmieniać trasę, kluczyć po szerszych lub węższych ścieżkach, wybierać asfalt, gruntowe, błotniste drogi, czy rzadko odwiedzane, zarośnięte trawą szlaki. Do wyboru, do koloru. Dzisiaj starałem się unikać asfaltu i wybierać mało popularne ścieżki. Dzięki temu, wokół mnie była tylko przyroda, jej surowe piękno, jej muzyka, jej oddech przenoszony każdym powiewem wiatru.
Wielokrotnie wspominałem, że właśnie tego mnie, małemu trybikowi w wielkiej machinie cywilizacji, potrzeba do życia. Ucieczka od zgiełku, od dni, z których każdy jest kopią poprzedniego, od problemów, tych prawdziwych i tych wyimaginowanych. Nowa forma średniowiecznego azylu.
Puszcza Niepołomicka w apogeum rozkwitu
Właśnie takie drogi preferowałem
Woda niczym lustro odbija obraz życia
Czwartek, 7 lipca 2011 • Kategoria Kraków i okolice • Komentarze: 0
Wieczorem wybrałem się na przejażdżkę. Miałem sporo spraw do przemyślenia po drodze, więc czas mijał szybko i równie szybko mijały kolejne kilometry. Pochłonięty myśleniem, chyba po raz pierwszy nie rejestrowałem w pamięci mijanych miejsc i teraz nie wiem, co powinienem napisać. Nie napiszę więc niczego poza wzmianką, że to właśnie dziś wyrównałem i przekroczyłem swój ubiegłoroczny dystans.