Deszczyk
Plany na dzisiaj miałem ambitne, ale pokrzyżowała je pogoda. Zamiast kilkudziesięciu kilometrów w słońcu było nieco ponad dwadzieścia w deszczu. No cóż. Czasem i tak się zdarza.
Bikestats to wspaniały serwis, który w pewnym sensie zainspirował mnie do stworzenia własnego bloga rowerowego.
Przez długi czas udawało mi się integrować obie strony internetowe. Opisy aktywności prezentowane były z poziomu
bloga Bikestats, a pozostałe wpisy, statystyka oraz opisy rowerów znajdowały się w serwisie xanadu.com.pl.
Takie rozwiązanie miało jednak pewne wady. Chcąc prezentować podsumowania moich aktywności, musiałem się uciekać
do tworzenia skryptów pobierających dane z mojego serwera i wstawiających odpowiedni kod na stronie bloga Bikestats.
Odpowiednie skrypty zapewniały także obsługę zdjęć dołączanych do postów. Funkcja wyszukiwania działała wyłącznie
w obrębie pojedynczego serwisu. Takich problemów mógłbym pewnie przytoczyć jeszcze więcej, ale te były najbardziej
uciążliwe. A nawet, gdyby ich nie było, to zdecydowanie łatwiej jest utrzymywać jeden serwis niż dwa.
Postanowiłem zatem przenieść opisy wszystkich aktywności rowerowych na mój prywatny blog. Aby jednak były dostępne
także z poziomu serwisu Bikestats, utworzyłem własny szablon strony, w którym dokonuję przekierowania do mojego bloga.
Przekierowanie powinno zadziałać automatycznie. Jeśli tak się nie stało, to po prostu kliknij w link:
Bikes in White Satin++
Copyright © 2010-2019, Piotr W. • Inspiracja: Monika M.
Piątek, 13 lipca 2012 • Kategoria Kraków i okolice • Komentarze: 0
Plany na dzisiaj miałem ambitne, ale pokrzyżowała je pogoda. Zamiast kilkudziesięciu kilometrów w słońcu było nieco ponad dwadzieścia w deszczu. No cóż. Czasem i tak się zdarza.
Czwartek, 12 lipca 2012 • Kategoria Kraków i okolice • Komentarze: 0
Nieustający maraton remontowo-malarski trwa, ale tym razem się wycwaniłem i wziąwszy dwa dni urlopu, zabrałem się za pracę już przed południem. Miałem co prawda zamiar nadrobienie braków snu, ale akurat na dzisiaj nasza Wspólnota Mieszkańców zakontraktowała robotników, którzy mieli coś naprawić i swoją hałaśliwą pracę rozpoczęli – o zgrozo – już o 7:20.
Wczesnym popołudniem byłem już wolny i mogłem spokojnie wybrać się na rowerową przejażdżkę. Korzystając z lekkiego ochłodzenia, postanowiłem, że pojeżdżę sobie nieco dłużej niż zwykle. Zachodni wiatr nieco utrudniał jazdę w tym kierunku, ale poza tym warunki były idealne. Jadąc okrężną drogą, odwiedziłem Nową Hutę, przejechałem przez Batowice, pojawiłem się w Zielonkach. Byłem w Rząsce i w Balicach, a potem w Kryspinowie. Przejechałem przez Salwator i jadąc wzdłuż Wisły dotarłem do Dąbia. Stamtąd zamierzałem już wrócić do domu.
Jechałem ścieżką rowerową przy ulicy Botewa. Miałem wiatr w plecy, więc poruszałem się w miarę szybko. Jakieś 40 km/h. Nagle z jednego z parkingów wyjechał dostawczy mercedes. Jego kierowca w ogóle nie spojrzał, czy ma wolną drogę. Po prostu nagle wyjechał i czekając na możliwość włączenia się do ruchu, zatrzymał auto, zastawiając drogę rowerową i chodnik. Nie miałem dokąd uciec i jedyną szansą pozostawały hamulce. Nacisnąłem „klamki” i miałem nadzieję, że zatrzymam się w porę… Stanąłem jakieś 20 cm od przeszkody. Kierowca spojrzał na mnie zdziwiony i ignorując moje poirytowanie, spokojnie pojechał w swoją stronę. Zakląłem pod nosem, ale prawdę mówiąc miałem ochotę rzucić „mięsem” tak mocno, że gdyby to mięso zapakować na samochód, który zastawił mi drogę, nie byłby w stanie ruszyć się z miejsca. Najważniejsze, że nic się nie stało. Przecież… mogłem pogiąć koło ;).
Ciekawe, czy każdy może tutaj zamieszkać?
Wtorek, 10 lipca 2012 • Kategoria Kraków i okolice • Komentarze: 0
W planach na kolejny dzień „malarskiej przygody” miałem położenie drugiej warstwy farby, co z reguły idzie sprawnie i szybko. I tak faktycznie się stało, wałek do malowania dzierżyłem w rękach o wiele krócej niż wczoraj. Mogłem więc wcześniej wyskoczyć na rowerową przejażdżkę.
W planach miałem przejechanie jednej z moich ulubionych tras. Najpierw pojechałem do Kosocic, potem skierowałem się w stronę Swoszowic, a następnie dotarłem do Klinów. Przejechałem Babińskiego, Kozienicką, Podgórkami Tynieckimi i znalazłem się w Tyńcu. Potem pojechałem do Stopnia Wodnego Kościuszko, przejechałem kładką nad Wisłą, wyjechałem ulicą Orlą do Księcia Józefa i skręciłem w stronę Kryspinowa. Stamtąd pojechałem do Balic i ulicą Balicką wróciłem do centrum Krakowa. Przejechałem wokół Błoń, ulicą Kopernika i Aleją Powstania Warszawskiego. Most Kotlarski zaprowadził mnie na drugi brzeg Wisły, a potem standardowo, czyli przez Rybitwy, wróciłem do domu.
Poniedziałek, 9 lipca 2012 • Kategoria Kraków i okolice • Komentarze: 0
Upał nieco już zelżał, więc warunki do rowerowych przejażdżek są zdecydowanie lepsze. Dzisiaj nie groziło mi już „odcięcie”, o którym wspominałem w poprzednim wpisie, tym bardziej, że na rower wsiadłem dopiero wieczorem. Wcześniej bawiłem się w malarza pokojowego (spokojnie, nie mam wąsika) i kładłem pierwszą warstwę farby w kolejnym pokoju, za którego odświeżenie się zabrałem. Pomalowanie trzech ścian (czwarta będzie w innym kolorze) zajęło całkiem sporo czasu, więc tym większą miałem ochotę, aby oderwać się od malarsko-remontowych klimatów i wyruszyć na trasę. Kolejny raz jeździłem głównie po mieście i już na poważnie zaczynam tęsknić za dłuższymi wyprawami w zdecydowanie pozamiejskich klimatach.
Piątek, 6 lipca 2012 • Kategoria Kraków i okolice • Komentarze: 1
Podkusiło mnie, aby tuż przed południem wybrać się na rower. Zamierzałem pojechać w kierunku Tyńca, dojechać do toru kajakowego, przejechać na drugą stronę Wisły i wzdłuż jej północnego brzegu wrócić do miasta. Żar lał się z nieba, ale nie zważałem na to, tylko podobnie jak wczoraj, wyposażyłem się w dwa pełne bidony, do plecaka włożyłem dodatkowy litr płynu i pomknąłem przed siebie. Na asfalcie upał był jeszcze większy. Temperatura przekroczyła 40° C. Mimo to, w miarę sprawnie i szybko poruszałem się przed siebie, starając się regularnie uszczuplać zawartość bidonów. Gdy dotarłem do toru kajakowego przy Kolnej i zobaczyłem budkę z lodami i napojami, pomyślałem, że warto byłoby uzupełnić zapas wody. Kupiłem więc półtora litra wody mineralnej za – uwaga – 4,50 zł. To się nazywa biznes! 200% marży! Litr powędrował do bidonu, a pozostałe pół litra wlałem w siebie i ruszyłem w dalszą drogę.
Przejechałem na drugi brzeg Wisły i korzystając z niedawno przedłużonej ścieżki rowerowej, pojechałem w kierunku Salwatora. Potem skręciłem w lewo i dotarłem do Błoń. Okrążyłem je, dojechałem do Plant i jadąc wzdłuż nich dotarłem do ulicy Kopernika. Potem przeskok do Al. Powstania Warszawskiego, Rondo Grzegórzeckie, Most Kotlarski… I wtedy straciłem „zasilanie”. Pomimo tego, że w trakcie jazdy dużo piłem, zupełnie mnie odcięło. Ostatnie kilometry pokonywałem w spacerowym tempie i było to raczej toczenie się, niż jazda.
Buch - jak gorąco! Uch - jak gorąco! Puff - jak gorąco! Uff - jak gorąco!
Czwartek, 5 lipca 2012 • Kategoria Kraków i okolice • Komentarze: 0
Początkowo zamierzałem wstać wcześnie rano i wybrać się na przejażdżkę rowerową o świcie. Jednak braki snu spowodowały, że obudziłem się dopiero po ósmej. Zmieniłem więc szybko plany i pomyślałem, że przedpołudniowa przejażdżka też będzie dobra, ale i z tego nic nie wyszło, bo otworzywszy drzwi lodówki doszedłem do wniosku, że należałoby najpierw ją zaopatrzyć. Gdy wróciłem z zakupów, to powoli zbliżała się pora obiadowa, więc znowu dokonałem korekty w planach i zamierzając ominąć największe upały, postanowiłem wyjść na rower dopiero wieczorem.
Mimo wieczornej pory na dworze wciąż królował upał, łagodzony nieco delikatnym wiaterkiem. Wyposażony w półtora litra życiodajnego płynu w bidonach, oraz – na czarną godzinę - dwie półlitrowe butelki w plecaku, wyruszyłem przed siebie. Jechałem trochę na wschód, trochę na południe, potem znów na wschód i na północ. Dotarłem w ten sposób do Niepołomic, ale nie zamierzałem dzisiaj zwiedzać puszczy, lecz wzdłuż południowego brzegu Wisły wróciłem do Krakowa. Przejechałem przez Łęg, a potem obok Centrum Handlowego M1 i przez park AWF. Następnie dojechałem do Ronda Mogilskiego, przejechałem pod Dworcem PKP, przez Warszawską i Plac Matejki. Wzdłuż Błoń dotarłem pod Wawel, a potem ulicami Stradomską i Krakowską dojechałem do Podgórza. Stamtąd miałem jeszcze niecałe 10 km do domu.
W międzyczasie zapadł zmierzch, a temperatura „spadła” do 27° C. Było więc czym oddychać na ostatnich kilometrach przejażdżki. Półtora litra wody mineralnej wystarczyło i nie musiałem sięgać po żelazną rezerwę.
Dźwigi o zachodzie – budowa Hali Widowiskowo-Sportowej w Czyżynach
Bez komentarza
Niedziela, 1 lipca 2012 • Kategoria Kraków i okolice • Komentarze: 0
„Zmiany, zmiany, zmiany” – to ostatnie słowa w kultowej komedii „Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz?”. „Zmiany, zmiany, zmiany” dzieją się także wokół mnie i wychodząc im naprzeciw, spędziłem ten weekend w roli jednoosobowej ekipy remontowo-budowlanej, odświeżając pokój mojej córki. Ta prawie dorosła osoba (prawie, jak wiadomo, robi wielką różnicę), po przewertowaniu palety barw jednego z wiodących producentów farb i lakierów, zdecydowała, że biały w jej pokoju będzie tylko sufit, zaś trzy ściany będą w kolorze „imbirowej herbaty”, a jedna w kolorze „pikantnego gazpacho”. Dobry tatuś odwiedził więc pobliski market budowlany, nabywając stosowny sprzęt w postaci wałków, pędzli, tudzież taśm malarskich, oraz wsparł wspomnianego „wiodącego producenta”, nabywając wybrane kolory. I tak oto, zamiast przemierzać małopolskie, czy choćby krakowskie szlaki, miast radować ciało i duszę cudowną aurą, odpoczywać po ciężkim i przed ciężkim tygodniem, me nieskalane na co dzień fizyczną pracę dłonie, ująć musiały malarski ekwipunek i udać się w podróż po ścianie…
W niedzielny wieczór, gdy już wszystko było gotowe, pomyślałem, że dość siedzenia w domu, który – chociaż do pomalowania był tylko jeden pokój – wyglądało jak Warszawa w czterdziestym piątym. Szybko przebrałem się i pozostawiwszy świeżą farbę na ścianach, wyruszyłem na krótką przejażdżkę. Jeździłem praktycznie wyłącznie po Krakowie. Temperatura była cały czas bardzo wysoka, więc zapas wody mineralnej w bidonach dosyć szybko zaczął się wyczerpywać. Przed dwudziestą na niebie pojawiły się chmury, które zasłoniły słońce. Temperatura nieco spadła i miałem nadzieję na odświeżającą burzę, ale nic takiego się nie stało. Do domu wróciłem akurat wtedy, gdy rozpoczynał się finał Euro 2012.
Środa, 27 czerwca 2012 • Kategoria Kraków i okolice • Komentarze: 0
Teoretycznie mamy już lato, ale pogoda zdaje się o tym nie pamiętać, Owszem, dzisiaj było słonecznie i sucho, temperatura była idealna do jazdy na rowerze, ale wiało i to całkiem solidnie. Nie, żebym wzbraniał się przed jazdą pod wiatr, wszak każde warunki są dobre dla rowerzysty, ale od czasu do czasu mam ochotę pojeździć sobie wyjątkowo spokojnie, rekreacyjnie wręcz. Dzisiaj nie było to możliwe, przynajmniej w tych momentach, kiedy jechałem na zachód.
Wtorek, 26 czerwca 2012 • Kategoria Kraków i okolice • Komentarze: 0
Dzisiaj zamierzałem wybrać się na przejażdżkę zaraz po pracy, ale jakoś z tych planów nic nie wyszło i wyjechałem dopiero około osiemnastej. Jeździłem prawie wyłącznie po mieście, które na progu wakacji jest nieco spokojniejsze, niż zwykle. A może miałem tylko takie wrażenie? 
Podgórze od strony Parku Bednarskiego
Wawel
Poniedziałek, 25 czerwca 2012 • Kategoria Kraków i okolice • Komentarze: 0
Deszczowy nieco był ten dzień, ale tylko do popołudnia. Gdy wracałem z pracy, nad Krakowem świeciło już słońce. Umiarkowana temperatura sugerowała, że dobry to czas na rowerową przejażdżkę. Jednak musiałem poczekać do wieczora, bo wcześniej byłem umówiony w szkole na spotkaniu rodziców dzieci, które we wrześniu ostatecznie pożegnają dzieciństwo, stając się trybikami w maszynie edukacji.
Wizyta w szkole dała mi temat do rozważań podczas planowanej przejażdżki, przekonując mnie, że duch Barei nie ginie w narodzie. Przykład? Proszę bardzo. Jakiś kilometr od szkoły jest piękny nowy basen. Czy dzieci będą z niego korzystać? Ależ skąd. Akurat z tym basenem miasto nie podpisało stosownej umowy i dzieci będą jeździć na obiekt położony kilka kilometrów dalej. Kto za to zapłaci? Głupie pytanie. Oczywiście, że rodzice. Inny przykład? Do końca roku będzie jeszcze działać szkolna stołówka. A potem nie wiadomo. Miasto uparło się, żeby zlikwidować stołówki i zastąpić je cateringiem. Efekt? Cena obiadu podawanego w styropianowych pojemnikach wzrośnie przynajmniej o 50%. Ochrona w szkole? Zbędny drobiazg. Wystarczą kamery na zewnątrz budynku. Oddzielne wejście dla uczniów podstawówki i gimnazjum i związane z tym dwa etaty woźnych? Toż to skrajna rozrzutność! To może w ogóle zastąpić szkołę e-learningiem i niech dzieciarnia siedzi w domu? Dopiero będą oszczędności! Przykre, że to wszystko dzieje się w mieście, które lekką ręką wyłożyło kilkaset milionów złotych na najbrzydszy budynek Krakowa, czyli stadion Wisły.
Na koniec wrócę do przejażdżki, bo znowu ktoś wielce spostrzegawczy raczy przypomnieć mi, że jest to blog rowerowy ;). Warunki do jazdy były prawie idealne. Prawie, bo troszkę przeszkadzał zachodni wiatr. Jeździłem głównie po mieście i nareszcie miałem okazję „przetestować” ścieżkę rowerową na północnych wałach wiślanych od Przegorzał do ulicy Mirowskiej. Mam nadzieję, że już wkrótce (to pojęcie względne) ścieżka ta będzie zaczynać się już w okolicach Salwatora.