Pożegnanie czerwca
W ostatni dzień czerwca pokręciłem się trochę po Krakowie, starając się ominąć najbardziej uczęszczane szlaki.
Bikestats to wspaniały serwis, który w pewnym sensie zainspirował mnie do stworzenia własnego bloga rowerowego.
Przez długi czas udawało mi się integrować obie strony internetowe. Opisy aktywności prezentowane były z poziomu
bloga Bikestats, a pozostałe wpisy, statystyka oraz opisy rowerów znajdowały się w serwisie xanadu.com.pl.
Takie rozwiązanie miało jednak pewne wady. Chcąc prezentować podsumowania moich aktywności, musiałem się uciekać
do tworzenia skryptów pobierających dane z mojego serwera i wstawiających odpowiedni kod na stronie bloga Bikestats.
Odpowiednie skrypty zapewniały także obsługę zdjęć dołączanych do postów. Funkcja wyszukiwania działała wyłącznie
w obrębie pojedynczego serwisu. Takich problemów mógłbym pewnie przytoczyć jeszcze więcej, ale te były najbardziej
uciążliwe. A nawet, gdyby ich nie było, to zdecydowanie łatwiej jest utrzymywać jeden serwis niż dwa.
Postanowiłem zatem przenieść opisy wszystkich aktywności rowerowych na mój prywatny blog. Aby jednak były dostępne
także z poziomu serwisu Bikestats, utworzyłem własny szablon strony, w którym dokonuję przekierowania do mojego bloga.
Przekierowanie powinno zadziałać automatycznie. Jeśli tak się nie stało, to po prostu kliknij w link:
Bikes in White Satin++
Copyright © 2010-2019, Piotr W. • Inspiracja: Monika M.
Środa, 30 czerwca 2010 • Kategoria Kraków i okolice • Komentarze: 0
W ostatni dzień czerwca pokręciłem się trochę po Krakowie, starając się ominąć najbardziej uczęszczane szlaki.
Wtorek, 29 czerwca 2010 • Kategoria Kraków i okolice • Komentarze: 0
Obowiązki nie pozwalają mi ostatnio na oddanie się w pełni mojej pasji. Dopiero dzisiaj udało mi się wyrwać na chwilkę i zaliczyć skromniutki dystans.
Sobota, 26 czerwca 2010 • Kategoria Kraków i okolice • Komentarze: 0
Wieczorna przejażdżka wiodła zdecydowanie po płaskim terenie. Bieżanów - Brzegi - Grabie - Nowa Huta - Centrum - Podgórze - Bieżanów. Przewyższenia to skromne 210 metrów, ale za to niezła, jak na mnie, prędkość średnia.
Środa, 23 czerwca 2010 • Kategoria Małopolska • Komentarze: 0
Kraków i jego okolice są szczególnym miejscem dla rowerzystów. Każdy znajdzie tutaj coś dla siebie. Lubisz jeździć po płaskim? Proszę bardzo! Wybierz się w kierunku wschodnim z lekkim odchyleniem na północ. Lubisz niewielkie lub średnie wzniesienia? Do wyboru masz północ, zachód, wschód. A jeśli chciałbyś poszaleć po czymś bardziej wymagającym, wtedy kieruj się na południe. Czym dalej pojedziesz, tym wyżej zajedziesz...
Dzisiaj popołudniu postanowiłem "otrzeć" się o mały skrawek południowych okolic Krakowa. Z domu wyruszyłem na południe. Na początku rozgrzewka, czyli kilka spokojnych podjazdów i równie bezpiecznych zjazdów. Pierwszy trudniejszy fragment zaliczyłem w miejscowości Wrząsowice. Potem droga opadała by za chwilę piąć się w górę i tak w kółko aż do Mogilan. Tam musiałem pokonać kolejny podjazd prowadzący do samego Rynku. Potem było już w zasadzie wyłącznie z górki nie licząc kilku wzniesień przed Tyńcem. A z Tyńca wróciłem - można powiedzieć - klasyczną trasą, czyli wzdłuż Królowej Polskich Rzek.
To już trzeci dzień kalendarzowego lata a ja przypominam sobie, że nieraz cieplej bywało w marcu czy w październiku!
(Pochmurny krajobraz w okolicach Mogilan)
(Pochmurny krajobraz w okolicach Mogilan)
Wtorek, 22 czerwca 2010 • Kategoria Kraków i okolice • Komentarze: 0
Spokojna popołudniowa przejażdżka między innymi w krajobrazach Lasku Wolskiego.
(Erem Kamedułów tym razem z bliska)
Sobota, 19 czerwca 2010 • Kategoria Kraków i okolice • Komentarze: 0
W zasadzie miałem dzisiaj nie jeździć. Spałem długo, co nie powinno dziwić bo wszakże przez pięć roboczych dni wstaję o 5:00, więc w sobotę staram się nieco odespać. Za oknem padał deszcz, było szaro, chłodno i tak ogólnie mało sympatycznie. Przedpołudnie spędziłem więc z pilotem w ręce a na obiad wyskoczyłem do "Chińczyka". Wracając stwierdziłem, że skoro już nie pada, to może zrobię przynajmniej kilkanaście kilometrów dla zdrowia...
Niespodzianka. Z racji pogody większość ludzi została w domach lub kosztowała niezapomnianych wrażeń w hipermarketach. Oops... Sorki... Jakich hipermarketach? Galeriach handlowych oczywiście! "Weekendowych" rowerzystów było więc niewielu i tak dobrze się jechało, że z planowanych kilkunastu zrobiło się ponad 70 kilometrów! Spokój na trasie i umiarkowana temperatura spowodowała, że mogłem bezpiecznie uciec myślami od rzeczywistości...
(Jeszcze niedawno była powódź a teraz można przejść w bród na drugi brzeg Wisły)
(W tle nieostre zarysy Klasztoru Kamedułów na Bielanach. Braciszkowie wybaczą, ale to kierownica odgrywa tutaj rolę pierwszoplanową.)
Czwartek, 17 czerwca 2010 • Kategoria Kraków i okolice • Komentarze: 0
Nic szczególnego. Ot powłóczyłem się trochę po Krakowie...
Środa, 16 czerwca 2010 • Kategoria Małopolska • Komentarze: 0
Wycieczkę rozpocząłem na skrzyżowaniu ulic Opolskiej i Łokietka. Oczywiście najpierw musiałem tam dotrzeć przez niemal całe miasto. Ruszyłem w kierunku północnym i po kilku kilometrach dojechałem do Giebułtowa. Tam ostro skręciłem w prawo i jadąc na wschód dotarłem do Januszowic, gdzie z kolei skierowałem się ponownie na północ. Tutaj właśnie czekał mnie najdłuższy, ponad dwukilometrowy podjazd. Dojeżdżając do każdego wzniesienia czy zakrętu byłem pewien, że to już koniec ale za każdym razem spotykało mnie rozczarowanie i widziałem jedynie kolejny fragment pnącej się w górę drogi. Na dodatek trasa ta należy do uczęszczanych, więc musiałem uważać na samochody, których kierowcy mają zaburzone poczucie odległości i jeden metr odstępu, który powinni zachować od wyprzedzanego rowerzysty raz wynosił 50 cm a innym razem 3 metry. Muszę przyznać, że rekordy idiotyzmu bite są głównie przez kierowców busów i to dzięki nim utrzymywałem wysoki poziom adrenaliny w organizmie. Bus, który niemalże ociera się o rower, zostawia niezatarte wspomnienie i świadomość, że Niebiosa darowały nam kolejny dzień.
Walka z kierowcami skończyła się na szczycie podjazdu, gdzie skręciłem na wschód. W miejscowości Owczary był zjazd, ale już w jego trakcie widziałem, że za chwilę będę ostro podjeżdżał pod kolejne wzniesienie, co miało miejsce we wsi Narama. Za Starym Krasieńcem po raz kolejny zmieniłem kierunek i mijając Damice oraz opłotki Iwanowic Dworskich, przejechałem przez szosę Kraków – Kielce i znalazłem się w Zaborzu. Tutaj nawierzchnia drogi zmieniła charakter i z asfaltowej stała się betonowa na wzór niegdysiejszej poniemieckiej autostrady do Wrocławia. Cóż, betonu nie zniszczą ciężkie pojazdy a właśnie w tej wiosce mieści się duża jednostka wojskowa, która jednak sprawiała wrażenie, że nikt jej nie pilnuje. Nie zauważyłem żadnego wartownika czy choćby umundurowanego żołnierza. Przy ogrodzeniu stał jedynie młody chłopak w czarnym podkoszulku i rozmawiał z młodziutką kobietą trzymającą na rękach małe dziecko. Jego mina była tak wyrazista, że z dużą dozą prawdopodobieństwa mogłem podejrzewać, iż lokalna piękność mówi do niego „Patrz Zdzisiu, to Twoje”…
Dojechałem do drogi wiodącej w stronę Kocmyrzowa a niedługo potem skręciłem w boczną drogę i dojechałem do Szczepanowic a potem do Skrzeszowic. Drogę gruntową biegnącą pośród pól przed Skrzeszowicami zapamiętam na długo. Pomimo przewagi słońca już od ponad tygodnia, pomimo naprawdę znikomych opadów, co jakiś czas trafiałem na potężne rozlewiska błota, których nie dało się ominąć bez kombinowania a które wydawały się zbyt głębokie, aby ryzykować bezpośredni przejazd. Za pierwszym razem przejechałem przez wysoką trawę, która rosła na poboczu, nie zauważając, iż pośród niej skrywają się pokrzywy. Trudno – musiałem przez nie przebrnąć. Przy kolejnej przeprawie zsiadłem z roweru i skakałem po niewielkich, wystających kępkach trawy, co zdawało się sugerować, że zamierzam wziąć udział w kolejnej edycji „You Can Dance”. Następne przeszkody pokonywałem już bezpośrednio, starając się wybierać najbardziej bezpieczny przejazd. Uniknąwszy błotnej kąpieli, dotarłem wreszcie do utwardzonej drogi i mogłem mocniej nacisnąć na pedały.
Pomiędzy Łososkowicami a Biórkowem Wielkim zatrzymałem się na chwilę, zauroczony opadającym z wolna w stronę horyzontu słońcem. Przez Biórków Mały i Czulice dotarłem do północnych rogatek Krakowa. Ostatnia część trasy wiodła przez Ruszczę i Grębałów do ulicy Kocmyrzowskiej w Nowej Hucie a potem przez Mogiłę i Rybitwy do domu.
Gdy projektowałem tę trasę w MapSource, wydawała się mało interesująca. Żółte lub kremowe zarysy dróg na białym tle zdają się pokazywać pustynne szlaki i tylko gdzieniegdzie widać zarysy lasów, sadów, zagajników. W rzeczywistości ten zimny i bezbarwny obraz nabiera ciepła i kolorów. Drogi okazują się wieść wśród zielono-złotych pól, pośród starych drzew i pod sklepieniem błękitu. Miejscowości, do których zapewne nigdy nie dotarłbym w inny sposób (bo po co?), żyją własnym życiem i jakże miło jest spojrzeć na odnowione fasady domów, czyste i zadbane ulice. Jednocześnie widać w tym jakąś spontaniczność, swojskość, w dobrym tego słowa znaczeniu – przypadkowość, której próżno szukać u stawianych za wzór, naszych zachodnich sąsiadów. I chyba dlatego lubię przemierzać te małe boczne drogi, zagubione gdzieś pomiędzy znanymi miejscowościami, gdzie rzadko pojawia się ktoś „z miasta”, gdzie ludzie mówią do każdego rowerzysty „dzień dobry” a dzieci zamiast wypalać oczy przed monitorem, uczą się jeździć na deskorolce na środku drogi bez obawy, że ktoś je rozjedzie. To inny rytm czasu i przestrzeni…
Trasa w formacie GPX
(Okolice Łososkowic)
(Okolice Łososkowic)
Wtorek, 15 czerwca 2010 • Kategoria Małopolska • Komentarze: 0
Muszę się wytłumaczyć z tej nazwy. Ochmanów to mała wioska w gminie Niepołomice. W ogóle dzisiaj przez nią nie przejeżdżałem, ale tak się złożyło, że geograficznie stanowi centralny punkt dzisiejszej wyprawy, która zaczęła się – jak zwykle – od domu. Pojechałem na południe a następnie na wschód, by przez Sygneczów i Sierczę dotrzeć do południowych opłotków Wieliczki. Droga cały czas pięła się w górę, chociaż nie brakowało też subtelnych zjazdów. Po kolejnych kliku kilometrach w poziomie i jakiś dwustu metrach w pionie dotarłem do Chorągwicy – najwyższego punktu dzisiejszej wycieczki. Niestety aura nie sprzyjała pięknym widokom i zamiast odległych Tatr, zobaczyłem zachmurzone niebo. Na dodatek zaczęło kropić.
Za Chorągwicą rozpoczął się ponad dwukilometrowy zjazd a więc był czas na odpoczynek. Po kilku kilometrach skręciłem na północ i w miejscowości o pięknej nazwie Trąbki przekroczyłem drogę Kraków – Gdów. Jadąc na wschód dojechałem do Niegowici. Jeśli będąc na Chorągwicy byłem bliżej Boga z racji wysokości, to tutaj byłem bliżej Niebios z racji historii tej miejscowości. Wszakże to pierwsze miejsce pracy przyszłego papieża Jana Pawła II. Nie mogłem więc sobie odmówić krótkiej przerwy w podróży u stóp Jego pomnika.
Potem na północ, na zachód i znowu na północ by dotrzeć do trasy Kraków – Tarnów. Bez problemów przekroczyłem ten, ruchliwy niegdyś szlak i dojechałem do wsi Gruszki, w której – wbrew jej nazwie – nie zobaczyłem ani jednej gruszy. Zjazd do Staniątek i skręt na północ w stronę Niepołomic a potem powrót do Krakowa wzdłuż południowego brzegu Wisły. Czym bliżej miasta, tym deszcz stawał się coraz bardziej dokuczliwy, chociaż na szczęście nie były to intensywne opady.
Po prawie trzech godzinach i ponad siedemdziesięciu kilometrach siedziałem już wygodnie na sofie…
Trasa w formacie GPX
Na marginesie wspomnę, że Giant XTC zaliczył pierwszy tysiąc kilometrów :). Nie jest to oczywiście jakiś imponujący przebieg, ale można pokusić się o pierwsze oceny sprzętu. Nie licząc drobnych problemów z tylną tarczą hamulcową (piski), które zostały szybko usunięte, nie zanotowałem absolutnie żadnych problemów. Dobrze wyregulowane przerzutki nigdy mnie nie zawiodły a łańcuch nie spadł ani razu. Mechanizm korbowy Hollowtech II pozwala na "ciśnięcie" bez ryzyka uszkodzenia suportu, co zdarzyło mi się w poprzednim rowerze. Amortyzator RockShox Reba SL okazał się sprzętem z zupełnie innej galaktyki w porównaniu do "budżetowych" konstrukcji Suntour. Koła z 24 szprychami okazały się wystarczająco sztywne i wytrzymałe pomimo mojej wagi (84 kg). Opony bezdętkowe pozwalają na bezpieczne obniżenie ciśnienia i dzięki temu w trudniejszym terenie niemalże "przyklejają" się do drogi. Jedyna drobna uwaga dotyczy właśnie opon. Mają lekkie boczne bicie, którego absolutnie nie czuje się podczas jazdy, ale które dziwi biorąc pod uwagę cenę opon i renomę ich producenta. Miłym zaskoczeniem okazało się siodło, które jest po prostu wygodne pomimo tego, iż jest lekkie i stosunkowo twarde. Reasumując, jestem więcej niż zadowolony i mam nadzieję, że kolejne tysiące kilometrów będą utwierdzać mnie w przekonaniu, że zimą wykonałem kawał porządnej roboty ;).
(Widok z Chorągwicy na południe)
(Widok z Chorągwicy na Wieliczkę i Kraków)
(Pomnik młodego Karola Wojtyły przed kościołem w Niegowici)
Niedziela, 13 czerwca 2010 • Kategoria Małopolska • Komentarze: 0
Upał zelżał. Nie musiałem czekać do wieczora i wczesnym popołudniem wybrałem się na spokojną przjażdżkę. Od kilku dni obserwuję, że mój puls coraz rzadziej znajduje się w III strefie. Czyżbym aż tak się rozleniwił?
Wyjechałem z Rżąki i tradycyjnie przez Kokotów, Węgrzce Wielkie, Podłęże dojechałem do Szarowa. Tam pokręciłem się trochę po Puszczy Niepołomickiej a potem pojechałem w stronę Nowej Huty, do której dotarłem przez Ruszczę i Grębałów. Z Nowej Huty pojechałem do centrum Krakowa a następnie wróciłem do domu.